Praca Pszczyna Praca Pszczyna
POLUB MNIE NA FACEBOOKU
Filtry

"Kawiarnia Filozoficzna": paradoksy sytuacji pandemicznej

Kolejne spotkanie Kawiarni Filozoficznej odbędzie się w czwartek, 6 sierpnia o godzinie 20.00 na bielskim Rynku. Tematem będą paradoksy sytuacji pandemicznej. Zaraza COVID-19 zostanie zestawiona m.in. z epidemią grypy hiszpanki sprzed 100 lat.

kawiarnia, stoliki
Spotkania Kawiarni filozoficznej odbywają się w wybranym lokalu przy bielskim rynku · fot. pixabay.com


Spotkania nie mają stałej lokalizacji - odbywają się w ogródku wybranego lokalu na Rynku - tam, gdzie uczestnicy w dniu wydarzenia znajdą wolne miejsce.

Fragmenty tekstów, które będą omawiane na spotkaniu to:
1. Iwan Krastew, Nadeszło jutro. Jak pandemia zmienia Europę
2. Alain Badiou, O sytuacji epidemicznej

Publikujemy je poniżej.

Wprowadzenie: Jarosław Hess

Iwan Krastew - Nadeszło jutro. Jak pandemia zmienia Europę - fragmenty



Pandemia COVID-19 okazała się klasycznym „szarym łabędziem” - określa się tak wydarzenie, które może wywrócić świat do góry nogami i jest wysoce prawdopodobne, a mimo to jego nadejście szokuje. Już w roku 2004 amerykańska Narodowa Rada Wywiadu przewidywała, że „jest tylko kwestią czasu, kiedy pojawi się nowa pandemia, taka jak w latach 1918-1919, kiedy wirus hiszpanki zabił około 20 milionów ludzi na całym świecie”, i że takie zjawisko mogłoby „zatrzymać globalne podróże i handel na dłuższy okres, a także zmusić rządy do przeznaczania ogromnych środków na przeciążone sektory zdrowia”.

W swoim wystąpieniu na konferencji TED w roku 2015 Bill Gates nie tylko przepowiadał globalną epidemię wysoce zakaźnego wirusa, ale także ostrzegał, że nie jesteśmy gotowi, by na nią zareagować. Również Hollywood pokazywało nam „ostrzeżenia” na wielkim ekranie. Nieprzypadkowo jednak w Jeziorze łabędzim nie ma szarych łabędzi; są one przykładem czegoś przewidywalnego, a i tak nie do pomyślenia.

Choć wielkie epidemie wcale nie występują tak rzadko, z jakiegoś powodu ich nadejście zawsze nas zaskakuje. Resetują nasz świat podobnie jak wojny i rewolucje, a jednak nie wiedzieć czemu, nie zostawiają w naszej pamięci porównywalnych śladów. W swej znakomitej książce Pale Rider brytyjska uczona Laura Spinney wykazuje, że epidemia grypy hiszpanki była najbardziej tragicznym wydarzeniem XX wieku, ale dziś jest w dużej mierze zapomniana. Sto lat temu pandemia objęła jedną trzecią ludności świata, porażającą liczbę 500 milionów ludzi. Między pierwszym zarejestrowanym przypadkiem z 4 marca 1918 roku a ostatnim w marcu 1920 pandemia zmiotła od 50 do 100 milionów ludzkich istnień. Pod względem skali strat wynikłych z pojedynczego wydarzenia przewyższyła tym samym zarówno I, jak i II wojnę światową (odpowiednio 17 milionów i 60 milionów ofiar), a niewykluczone, że zabiła więcej ludzi niż obie te wojny razem wzięte. A jednak Spinney zauważa, że „jeśli zapytać, jaka była największa katastrofa XX wieku, niemal nikt nie odpowie, że była to hiszpanka”.

Globalna walka przeciw COVID-19 nie jest bitwą na śmierć i życie; jak powiedział włoski uczony Carlo Rovelli, „śmierć ostatecznie zawsze wygrywa; jesteśmy śmiertelni. To, z czym mamy do czynienia, to wielki wysiłek, by każdemu z nas podarować trochę więcej czasu - bo to nasze krótkie życie, mimo cierpień i trudności, wydaje się nam piękniejsze niż kiedykolwiek”.

COVID-19 przynosi śmierć nie tylko bezsensowną, ale też często odartą z godności. We wszystkich świadectwach ówczesnych kronikarzy czasów zarazy tragedię potęgował jeszcze fakt, że ludzie umierali bez należnego pochówku. Dziś jest nie inaczej: strach przed zakażeniem sprawił, że wiele osób z oporami uczestniczy w pogrzebach swych krewnych, a w wielu przypadkach pogrzeby nie odbywają się w ogóle.

Mamy nadzwyczaj mało wskazówek co do tego, kiedy pandemia COVID-19 się skończy, nie wiemy też, jak się skończy. Jeśli wzorcem ma być grypa hiszpanka, to nasza pandemia tak naprawdę jeszcze się nie zaczęła. Wczesnym latem 1918 roku grypa występowała wciąż w łagodnej postaci. Wielkie umieranie i wstrząsy społeczne były dopiero przed ówczesnymi społeczeństwami.

Obecnie na temat długoterminowych politycznych i gospodarczych skutków pandemii możemy jedynie spekulować. Badacze dziejów są zgodni, że „prawdziwa epidemia jest wydarzeniem, a nie trendem”. Jak ujął to historyk medycyny Charles Rosenberg, „epidemia zaczyna się w jakimś momencie, występuje na ograniczonym obszarze i w ograniczonym czasie, rozwija się pośród rosnącego napięcia, zmierza do kryzysu indywidualnego i zbiorowego, aż wreszcie zaczyna chylić się ku końcowi”. Przy tym wszystkim niniejsza książeczka głosi tezę, że COVID-19 zmieni nasz świat w sposób gruntowny, niezależnie od tego, czy będziemy dni pandemii pamiętać, czy nie. Świat nabierze nowych kształtów, ale nie dlatego, że nasze społeczeństwa zapragną zmiany, ani dlatego, że zapanuje zgoda co do jej kierunku - ale dlatego, że nie ma powrotu do tego, co było.

Sto lat temu grypa hiszpanka zawitała na świat, który był rozdarty, wyczerpany i zdemoralizowany Wielką Wojną. I zabijała podobnie jak wojna, bo najbardziej narażone na śmierć były zdrowe osoby dorosłe między dwudziestym a czterdziestym rokiem życia. Epidemia była wydarzeniem globalnym, ale ludzie nie zapamiętali jej w ten sposób, gdyż sama idea wspólnego świata załamała się w długich latach wojennych zmagań. Pandemia COVID-19 zapowiada koniec globalizacji, jaką znaliśmy. Możemy dywagować, czy sprawi to samo, do czego normalnie doprowadzają wojny, ale niezależnie od tego, co stanie się później, możemy być pewni, że kiedy tylko wirus zostanie pokonany, świat zaleje „pandemia nostalgii”.

W XVII stuleciu nostalgię uważano za wyleczalne, ale zaraźliwe schorzenie. Jej głównym symptomem była melancholia, która miała wynikać z czyjegoś pragnienia powrotu do swego kraju lub do innej epoki. Cierpiący na nią często skarżyli się, że słyszą głosy i widzą duchy. Chorzy zyskiwali „«pozbawione życia, mizerne oblicze» i «obojętnieli na wszystko», myląc przeszłość z teraźniejszością, a wydarzenia realne z wyobrażonymi”.

Kiedy skończy się pandemia, ludzi dopadnie nostalgia za minioną epoką. Tą, w której mogli polecieć niemal w każde miejsce na świecie, kiedy restauracje były pełne, kiedy wreszcie śmierć była czymś tak nienaturalnym, że gdy umierał starszy człowiek, zaczynaliśmy się zastanawiać, czy aby lekarze nie popełnili jakiegoś błędu. Jednak choć ludzie gorąco zapragną powrotu do normalności, odkryją, że jest on niemożliwy.

W świecie wczorajszym jest też coś niepokojącego. Różnica między przeszłością a teraźniejszością polega na tym, że choć nie możemy znać przyszłości czasu teraźniejszego, to zdążyliśmy już przeżyć przyszłość przeszłości. I wiemy już, że przyszłością dnia wczorajszego jest pandemia COVID-19, której doświadczamy dziś.



Alain Badiou - O sytuacji epidemicznej - fragmenty



(…) nikt nie przewidział ani nawet nie wyobrażał sobie rozwoju we Francji podobnej pandemii, może z wyjątkiem garstki odosobnionych naukowców. Wielu zapewne sądziło, że tego typu historie pasują do mrocznej Afryki albo totalitarnych Chin, lecz nie do demokratycznej Europy. I z całą pewnością to nie lewica ani żółte kamizelki, ani nawet związkowcy, mogą sobie rościć szczególne prawo do wypowiadania się na ten temat i do dalszego rzucania się na Macrona, od zawsze stanowiącego dla nich żałosny cel ataku. Oni także absolutnie nic podobnego sobie nie wyobrażali. (…)

Od strony państwa sytuacja należy do tych, w których państwo burżuazyjne zmuszone jest jawnie, publicznie dać wyższość interesom niejako bardziej ogólnym niż interesy samej burżuazji, zarazem strategicznie zabezpieczając na przyszłość prymat interesów klasy, której ogólną formę to państwo stanowi. Inaczej to ujmując: okoliczności zmuszają państwo do tego, by mogło zarządzać sytuacją tylko przez włączenie interesów klasy, której mandatariuszem to państwo jest, w interesy bardziej powszechne - z powodu istnienia w jego wnętrzu „wroga”, który sam w sobie jest powszechny. W sytuacji wojny takim wrogiem może być zewnętrzny najeźdźca, w obecnej sytuacji zaś jest nim wirus SARS CoV-2.

Tego rodzaju sytuacja (wojna światowa czy światowa epidemia) jest wyjątkowo „neutralna” na płaszczyźnie politycznej. Przeszłe wojny wywołały rewolucję tylko w dwóch wypadkach, można powiedzieć, ekscentrycznych w stosunku do tego, czym były mocarstwa imperialne: w wypadkach Rosji i Chin.

W wypadku rosyjskim stało się tak dlatego, że władza caratu była pod każdym względem i od dawna zacofana, między innymi w zakresie możliwego przystosowania się do narodzin prawdziwego kapitalizmu w tym kraju olbrzymich rozmiarów. Za to, przeciwnie, istniała w postaci bolszewików nowoczesna awangarda polityczna, której wybitni przywódcy nadali mocną organizację. W wypadku chińskim domowa wojna rewolucyjna poprzedzała wojnę światową, a chińska partia komunistyczna już w roku 1937, podczas inwazji japońskiej, dowodziła sprawdzoną w boju armią ludową. Natomiast w żadnym z mocarstw zachodnich wojna nie wywołała zwycięskiej rewolucji. Nawet w Niemczech, kraju pokonanym w roku 1918, powstanie spartakusowców bardzo szybko zdławiono. (…)

Lekcja z tego wszystkiego jest jasna: trwająca epidemia jako taka - jako epidemia - nie będzie miała żadnych istotnych konsekwencji politycznych w kraju takim jak Francja. Nawet zakładając, że nasza burżuazja w obliczu fali niezadowolenia bez wyraźnego kształtu i niespójnych, lecz licznie wznoszonych haseł dojdzie do wniosku, że nadszedł czas pozbyć się Macrona, i tak w żadnym wypadku nie będzie to stanowiło istotnej zmiany. W kulisach stoją już „politycznie poprawni” kandydaci, podobnie jak zwolennicy najbardziej zatęchłych form równie przestarzałego co odpychającego „nacjonalizmu”.

Co do nas, którzy pragniemy rzeczywistej zmiany sytuacji politycznej w tym kraju - trzeba wykorzystać epidemiczne interludium, a nawet kwarantannę, całkiem konieczną, na pracę - tak umysłową, jak przez pisanie i korespondencję - nad nowymi figurami polityki, nad projektem nowych miejsc polityczności i nad transnarodowymi postępami trzeciego etapu komunizmu, po świetnym etapie jego wynalezienia oraz mocnym i złożonym, lecz ostatecznie zakończonym porażką etapie jego państwowego eksperymentowania.

Trzeba będzie także poddać surowej krytyce wszelkie myślenie, dla którego zjawiska takie jak epidemia same z siebie otwierają drogę do jakiejkolwiek politycznej nowości. W uzupełnieniu ogólnego przekazu danych naukowych o epidemii siłę polityczną zachowają tylko nowe ustalenia i przekonania dotyczące szpitali i zdrowia publicznego, szkół i równościowej edukacji, opieki nad starcami i innych tego typu zagadnień. Tylko je da się ewentualnie podpiąć do bilansu niebezpiecznych słabości państwa burżuazyjnego wydobytych na jaw przez obecną sytuację.

Przy okazji powiemy odważnie, publicznie, że rzekome „sieci społecznościowe” po raz kolejny pokazują, że są przede wszystkim - pomijając fakt, iż nabijają kieszeń największych w tej chwili miliarderów - miejscem, w którym propaguje się zadufany w sobie umysłowy paraliż, niekontrolowane plotki, odkrywanie przedpotopowych „nowości”, o ile nie faszyzujący obskurantyzm.

ar / bielsko.info